Menu

Pierwsza dyszka

czyli na 29. urodziny przebiegnę 10 km!

Po asfalcie, czyli jak łatwo zniechęcić się do biegania.

pierwszadyszka

Pierwsze biegowe kroki stawiałam na leśnych, piaskowych drogach. Walczyłam z zadyszką, zmęczeniem, ale generalnie wracałam do domu bez bólu. W kolejnych dniach też nie towarzyszyły mi żadne nieprzyjemne objawy.

W ubiegłym tygodniu musiałam wybrać się na kilka dni do Warszawy... Przerywać treningów nie chciałam, a z braku rozeznania w terenach leśnych, zwłaszcza wieczorem, postanowiłam biegać po centrum miasta. I, całe szczęście, że to nie był mój pierwszy raz.

Chwilę po tym, gdy pierwszego dnia wybiegłam z hotelu - zauważyłam biegnącą z przeciwka dziewczynę, która serdecznie się do mnie uśmiechnęła. Mały gest, a cieszy i dodaje pewności siebie. Naprawdę miłe były uśmiechy czy gesty (np. machanie) innych biegaczy, których co jakiś czas mijałam. I to była ta pozytywna część biegania po Warszawie (dodajmy - żadnych negatywnych reakcji nie zarejestrowałam, nawet mijając podchmielone towarzystwo w okolicach knajpek i pubów). Jednak gdy po godzinie skończyłam trening, poczułam, że moje nogi mają dość. Łydki były napięte, kolana obolałe... Nie biegłam szybciej, dłużej ani intensywniej. Powtórzyłam mój standardowy trening, a reakcja organizmu była zupełnie inna. Niestety, skutki biegania po asfalcie... 

Rano obudziłam się z bólem kolan. Do tego doszła okropna sztywność łydek. To utwierdziło mnie w słuszności postanowienia, że tego dnia nie biegam. Ruszyłam dopiero kolejnego dnia, ale wrażenia były jeszcze gorsze. O ile w trakcie samego biegu, objawy nie były tak uciążliwe - tak po jego zakończeniu poczułam, że moje nogi nie są moje. Kolana miały kompletnie dość. Dlatego następny trening biegowy zamieniłam na przejażdżkę rowerem.

Po powrocie do domu, zrobiłam jeszcze jeden nadprogramowy dzień wolny od treningów. Bilans poprzedniego tygodnia wypadł przez to słabo - 2x godzinny bieg i raz 1,5 godziny na rowerze. Gdy w końcu ruszyłam - moja piaskowa droga niewiele mi pomogła. Ból kolana był tak mocny, że pierwszy raz (nie licząc pierwszego dnia, gdy nie mogłam przebiec dwóch minut) przerwałam bieg. Przebiegłam niespełna dwa kilometry i dałam spokój, żeby czegoś sobie nie uszkodzić. Dopiero kolejnego dnia udało mi się wrócić, choć z lekkim bólem, do godzinnego biegu. Teraz na szczęście nic mnie już nie boli, co tylko potwierdza, że winne było twarde podłoże.

Cieszę się, że nie zaczynałam od biegania po asfalcie, bo najprawdopodobniej szybko zniechęciłby mnie ten ból. Mam nadzieję, że razem z przebiegniętymi kilometrami, lepszą kondycją i techniką, a także mniejszą wagą - asfalt przestanie być taki groźny. Ale na razie wole trzymać się moich leśnych tras. Co i innym początkującym polecam.

© Pierwsza dyszka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci